Panowie też mogą poczytać i się czegoś nauczyć.
Od razu mówię, że miniaturka miała być wstępnie rozdziałem ale zapomniałam o wątku dotyczącym Mistrza Eliksirów, więc przerobiłam to na typowy romans. Opowiadanie było zaczęte jeszcze przed świętami i nie miało szans na skończenie, ale jedna osoba poprosiła mnie, żebym napisała jakąś miniaturkę o Gruee, więc publikuję :D
Przy okazji dedykuję to Mariance Klimczak :D
True love, big love, my dreams
Siedziałam na błoniach. Patrzyłam na spadające powoli płatki
śniegu. Widok był przepiękny. Ogromny Hogwart pokryty białym puchem i
zamarznięte jezioro. Zakazany Las wyglądał z daleka jak magiczna kraina
opisywana w bajkach. Wszystko to było przepiękne. Właśnie za takie widoki
kocham zimę. Siedziałam tak i myślałam o wszystkim co się do tej pory
wydarzyło. Poznałam Elisę, moją najlepszą przyjaciółkę. Jest wspaniałą osobą.
Nie wiem jakby wyglądał dzisiejszy dzień gdybym jej nie znała. Może już bym nie
żyła, albo dawno wyrzuciliby mnie z Hogwartu. Jest jeszcze Tey. Przyjaźnimy się
od dawna i jest trochę starszy. Cóż, nikt nie powiedział, że jeżeli ty się w
kimś zakochasz, to ta osoba musi kochać ciebie. Nikt tak nie powiedział, to
prawda, ale jestem na tyle tępa żeby mieć nadzieję. Wiem, że wszyscy powtarzają
że ona jest matką głupich. Przyznaję się jestem głupia i to bardzo. Za bardzo.
Nikt inny nie wierzyłby, że może się zdarzyć jakiś cud i Tey by mnie pokochał.
Nauczyłam się już z tym żyć. Wolę siedzieć przy nim cicho i się z nim
przyjaźnić, mieć go blisko siebie, móc go przytulić i pocałować w policzek, niż
powiedzieć kilka słów za dużo, znaleźć się w bardzo niezręcznej sytuacji i go
stracić. Jutro Wigilia. Może jednak stanie się jakiś cud? Może on mnie jednak
kocha? Przecież jego przyjaciel mówił mi że z kimś rozmawiał o jakiejś
dziewczynie. Podobno nie wie jak jej coś powiedzieć. W tym tkwi problem. Nie
wiem jaka to dziewczyna i co chce jej
powiedzieć. Może to być każda. 99 procent dziewczyn w szkole się w nim
podkochuje. Jest jednak różnica między mną, a resztą. Ja go znam od zawsze, a
one widziały go parę razy, więc może to mnie miał wtedy na myśli. Kto wie? Z
resztą, nie powinnam teraz o tym myśleć. Muszę wybrać się do Hogsmead żeby
kupić prezenty gwiazdkowe dla Teya i Elisy. Wigilia już za 4 dni a ja nadal nie
mam pomysłu na upominki. Muszę się dogadać z Elisą co do prezentu dla Teya.
Chciałyśmy się zrzucić i kupić mu coś droższego. Myślałyśmy nad nową miotłą,
ale jest za droga i zdecydowałyśmy, że kupimy jakaś książkę o Quidditchu.
Wstałam z ziemi i udałam się w stronę zamku. Byłam już przy
drzwiach gdy nagle ktoś zakrył mi oczy.
- Gdzie tak kopytkujesz, Młoda? – odezwał się przyciszony
głos tuż za moim uchem.
- Tey! Hahaha. Cześć! – Powitałam go ze śmiechem i
odwróciłam się w jego stronę. – Chciałam poszukać Elisy, ale jak zwykle wykorzystujesz
swój dar w psuciu moich planów. – Odparłam nadal się śmiejąc.
- Hej! To nie ja ciągle siedzę w twoich myślach i nie
pozwalam przestać o mnie myśleć!
- Czubek z ciebie. – powiedziałam i szturchnęłam go łokciem.
- Wiem. – powiedział po czym podniósł mnie wysoko nad głowę
i zaczął się kręcić wokół własnej osi. – Ale to nie ja udaję samolot latając w
kółko.
Roześmiałam się. Postawił mnie na nogi i pocałował
przyjacielsko w czoło. Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wielkiego
drzewa. Dobiegliśmy tam i zaczęliśmy się przepychać. Po długiej „walce”
przewrócił mnie na ziemię, a ja pociągnęłam go za sobą. Turlaliśmy się po śniegu śmiejąc się. W
momencie, kiedy ja leżałam na ziemi, Tey przytrzymał mnie i nie pozwolił
obrócić się znowu. Leżeliśmy tak. Byliśmy bardzo blisko siebie. Nasze usta
prawie się stykały. Wystarczyłoby zrobienie malutkiego, prawie nie widocznego
ruchu, i pocałowalibyśmy się, ale nie chciałam robić tego ruchu pierwsza.
Chciałam żeby on zauważył to, co ja w czułam. Tey patrzył się na moje usta,
ale, kiedy zorientował się, że to zauważyłam, od razu przeniósł wzrok na moje
oczy. Patrzył w nie głęboko, jakby chciał zobaczyć, co dzieje się w mojej
głowie. Działo się w niej dużo. Zdecydowanie za dużo, ale nie dawałam tego po
sobie poznać. Patrzyłam w jego oczy równie intensywnie. Myślałam o wszystkim.
Czy gdyby mnie teraz pocałował, bylibyśmy ze sobą? Jeżeli tak, to co by było
gdybyśmy kiedyś zerwali? Czy nadal byśmy się przyjaźnili? Dręczyły mnie te
pytania, ale z drugiej strony bardzo chciałam, żeby mnie pocałował. Chciałam
poczuć jego usta na moich. Kochałam go, a tego nic nigdy nie mogło zmienić.
Podobno najpiękniejsza miłość rodzi się z przyjaźni. Miałam taką nadzieję.
Pragnęłam teraz jego miłości. Chciałam, żeby się okazało, że on czuje to samo
do mnie. Chciałam tego pocałunku najbardziej na świecie. Pragnęłam tego jednego
i miliona następnych, ale nie mogłam zdradzić tego pragnienia. Nie byłam pewna
czy on czuje to samo. Nie wiedziałam, czy on też tego pragnie. Gdyby tak nie
było, a moje uczucia wydałyby się, mogłoby się bardzo skomplikować. Nie wiem
jakby to przyjął. Przyjaźnimy się od zawsze. Czy nasze stosunki nie uległyby
zmianie? Czy nasza przyjaźń by się nie skończyła? Czy byłoby tak jak zawsze?
Nie znałam odpowiedzi na te pytania, więc nie mogłam ryzykować. Miałam tylko
nadzieję, że on czuje to samo, co ja i kiedyś mi to powie.
Toczyliśmy walkę na spojrzenia, aż w końcu Tey wykonał ten
minimalny ruch. Pocałował mnie, a raczej dał buziaka. Mały buziak, nawet nie w
pocałunek, ale delikatne zetknięcie się jego ust z moimi dał mi pełnię
szczęścia. Moje spojrzenie złagodniało. Nie patrzyłam już tak intensywnie w
jego oczy. Patrzyłam lekko, delikatnie, luźno. Oczy miałam jakby za cieniutką
mgiełką. Mgiełką szczęścia, mgiełką radości, mgiełką rozkoszy. Mgiełką miłości.
- Chciałaś tego, prawda? – spytał Tey głosem pełnym
czułości. – Czekałaś na to
- Mhmm – mruknęłam. Nie wypowiedziałam żadnego słowa, bo nie
byłam w stanie, jedyne na co było mnie stać, to cichy pomruk. Czułam, że moje
policzki robią się czerwone, a usta rozciągają się w uśmiechu. Nie panowałam
już nad tym. Musiałam chociaż w minimalnym stopniu wyrazić swoje szczęście.
- Jeszcze? – szepnął mi prosto do ucha, po czym musnął jego
płatek ustami. – Chcesz? – pytał czułym, a zarazem tajemniczym głosem.
Wydałam z siebie coś podobnego do mruknięcia pomieszanego z
jękiem rozkoszy na potwierdzenie. Chciałam. Bardzo chciałam, a on to wiedział.
Przysunął się najbliżej, jak tylko mógł. Wtuliłam się w jego ciało i patrzyłam
mu w oczy. Oblizałam delikatnie górną wargę.
- Nie drażnij mnie w ten sposób – jęknął cicho.
Nasze usta znów dzieliły tylko centymetry, a zaraz potem
zetknęły się. Delikatnie przejechał po moich wargach językiem, zachęcając mnie,
żebym je rozchyliła. Zrobiłam to. Jego język delikatnie pieścił mój, a później
oba złączyły się w dzikim tańcu. Pocałunek jest trochę jak tango. Najpierw
powoli, delikatnie, a kiedy obie osoby poczują rytm, zaczyna się szybki,
zawzięty i przepełniony erotyką taniec. Cudowną chwilę przerwał nam Marcus,
kolega Teya.
- Ekhm . Nie chciałbym przeszkadzać, ale stary Filch jest na
ciebie wściekły, Tey.
- A za co znowu? Chyba się nie obraził za to, że po prostu
nie lubię jego zapchlonego kota. – odpowiedział Pan Idealny, który kończąc
pocałunek położył się koło mnie i splótł nasze dłonie.
-Nie wiem, stary, ale radziłbym ci mieć się na baczności,
podobno paru uczniów już przez niego kiblowało.
-Pff. Akurat jego się nie boję. Już bardziej przeraża mnie
Trelawney. Ona i to jej wewnętrzne oko. Serio, aż można dostać ciarek na
plecach. – próbował udawać poważnego.
Jego kumpel odszedł, zostawiając nas w spokoju, a Tey dał mi
jeszcze przelotnego buziaka i wstaliśmy, ciągle trzymając się za ręce. Nie
puścił mojej dłoni zaraz po podniesieniu się z ziemi, jak robił to zazwyczaj,
ale faktem jest też to, że zazwyczaj (czytaj: nigdy wcześniej) się nie
całowaliśmy. Poszliśmy razem do pokoju wspólnego. Siedzieliśmy na kanapie i
rozmawialiśmy z innymi. Ciągle trzymaliśmy się za ręce i myślałam, że w
plotkarskiej społeczności Gryfonów, zaraz wszyscy będą szeptać, ale jednak
nikogo nie zdziwił ten fakt. Czułam się przy nim bardzo swobodnie. Już nie
traktował mnie jak siostry. Teraz przytulał mnie i trzymał za rękę, żeby zaraz
móc złożyć na moich ustach kolejny pocałunek.
Przyjemnie się czytało. :)
OdpowiedzUsuńFaktycznie, wyszło trochę romansidlo ale bardzo fajne.
Zauważyła błąd. Najpierw napisałaś, ze wigilia jest jutro, a chyba piec linijek niżej, ze za cztery dni. ;)
Pozdrawiam i zapraszamy w wolnej chwili do siebie ;) dlugopis-marzen.blogspot.com
Weronika
ojojojoj!!!! cudaśne!!!
OdpowiedzUsuńJa tam bardzo lubię romansy, także czytalo mi się bardzo dobrze. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Szyszka z bloga http://szyszunia-life.blogspot.com/ <3