Oto pierwsza część prologu ff na podstawie Harry'ego Pottera. Parring OC/OC.
Miłego czytania!
Prolog.
Tak to ja – Gruee Evans. Dziś, dość dobrze znana, ale
jeszcze dwa lata temu nikt nie wiedział o moim istnieniu. Przynajmniej tak mi
się zdawało.
Moja mama była bardzo zapracowana, a Tata… On od początku
uważał, że powinnam iść do szpitala dla chorych umysłowo.
Przydarzały mi się różne dziwne rzeczy. Kiedyś nawet
rozmawiałam z moim kotem. Ja jestem nadal przekonana, że on mnie rozumiał, ale
nikt mi nie chciał uwierzyć.
Wiedziałam, że jestem inna. Nie taka, jak wszyscy dookoła
mnie. Ale wiedziałam, że nie tylko ja. Miałam dziwne przeczucie, że mój
najlepszy przyjaciel (nadal nie rozumiem czemu nie jest moim chłopakiem!) coś
przede mną ukrywa.
Od kilku lat widywałam się z nim tylko w wakacje. Mówił, że
chodzi do szkoły z internatem, ale ciężko mi było w to uwierzyć, bo nigdy nie
tryskał taką inteligencją, żeby sobie poradzić samemu chociażby w pracach
dodatkowych.
Pewnego wieczoru, dokładnie w moje jedenaste urodziny,
siedziałam sama w pokoju. Patrzyłam przez szeroko otwarte okno na błyszczący,
srebrny księżyc i myślałam u Tey’u.
- Czy on coś przede mną ukrywa? Czemu nie chce mi o tym
powiedzieć? Zawsze byłam jego wsparciem, wiedział, że może mi powiedzieć
wszystko. Czy coś się zmieniło? – szeptałam sama do siebie.
Opadłam zmęczona na łóżku, dalej myśląc o moim przyjacielu.
Nagle usłyszałam jakiś hałas… Jakby trzepot skrzydeł (?). Odwróciłam się w
stronę okna, i zobaczyłam piękną, dużą sowę. Podeszłam do niej, a ta rzuciła
pod moje stopy kopertę i odleciała.
Szybko rozdarłam kopertę i przeczytałam list.
Szanowna Pani Evans,
Mamy przyjemność poinformowania Panią, że została Pani przyjęta do szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i
wyposażenia.
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy pani sowy nie później niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku,
Minerva McGonagall,
zastępca dyrektora
Ten list odmienił moje życie. Zjawiłam się na peronie 9 ¾
pierwszego września.
Nagle mignęła mi przed oczami znajoma twarz… „Niee to
niemożliwe!” skarciłam samą siebie w myślach.
Zacisnęłam mocno powieki, żeby pozbyć się męczącej mnie
myśli. „Przecież to nie może być on! To niemożliwe! On nie jest czarodziejem…
On wyje…” I wtedy ktoś mnie przytulił. Poczułam znajome męskie perfumy.
Usłyszałam miły, pełny ciepła głos Tey’a:
- Witaj Gruee! – powiedział jakby z ulgą w głosie.
- Cześć! Nie wiedziałam, że ty jesteś cza… - ale przerwał mi
gwizd pociągu.
* * *
Tamtego dnia wszystko się zmieniło.
Świetny prolog!
OdpowiedzUsuńNigdy nie lubię ich czytać, ale ten naprawdę mnie zaciekawił. Czekam na dalsze rozwinięcie akcji ;)
Myślę, że twoje opowiadania naprawdę będą bardzo ciekawe! Aż zachęciłaś mnie do stworzenia własnego bloga...ale jeszcze to przemyślę xd
Pozdrawiam i życzę weny do dalszej pracy ^_^
- Kolorowa Dziewczyna (Weronika)
Bardzo dziękuję <3
Usuńbardzo ciekawe ;)
OdpowiedzUsuńMożesz u mnie kliknąć w reklamę po prawej tam gdzie pisze klik ? z góry dziękuje i pozdrawiam
the-life-so-short.blogspot.com