Rozdział II
- Proszę przepisać z tablicy składniki do wykonania nowego
eliksiru – powiedział Snape i stuknął różdżką w tablicę, na której pojawiła się
długa lista składników – Napiszecie po 7 stóp pergaminu o każdym z nich. Macie
czas do czwartku.
Zabrzmiał dzwonek. Poszłam razem z Eli na obiad.
- Nie wyrobimy się! Mamy raptem 3 dni na wypracowanie dla
Snape’a i do tego w czwartek będzie sprawdzian z transmutacji. McGonagall nam
tym razem nie odpuści. Ona dobrze wie, że się nie uczymy a na nas dwie tylko
czeka, aż się nie nauczymy. Nie damy rady!
- Zapomniałaś, że w środę Flitwick pyta z zaklęć
odsyłających. To też musimy poćwiczyć. – przypomniałam przyjaciółce obojętnym
tonem.
Niedługo koniec półrocza i muszę się wziąć do roboty!
Obiecałam coś McGonagall i zamierzam dotrzymać obietnicy. Po kolacji wyszłam na
błonia Hogwartu i zaczęłam uczyć się do czwartkowego sprawdzianu. Siedziałam
tak do późna i byłam bardzo śpiąca.
* * *
-Gruee, obudź się. – usłyszałam głos
Zamrugałam powoli i podniosłam głowę. Nic nie widziałam.
Musiałam usnąć na błoniach, a teraz, biorąc pod uwagę liczne gwiazdy i
błyszczący księżyc było sporo po północy.
-C… C… C… Co się stało? G… Gdzie ja jestem? – powiedziałam
szczękając zębami z zimna. – Tey? To ty?
-Tak to ja. Chyba zasnęłaś ucząc się… - spojrzał na
podręcznik- … transmutacji. Nie możesz się tak przemęczać. Co jakbym cię nie
znalazł? Spałabyś do rana.
- Ale ja mam w czwartek sprawdzian i muszę się uczyć –
powiedziałam biorąc podręcznik do ręki z zamiarem przeczytania kolejnego
rozdziału. Jednak Tey nie pozwolił mi na to.
- Odłóż to lepiej. – wyrwał mi podręcznik z rąk – Chodź do
dormitorium, jesteś zbyt zmęczona żeby się teraz uczyć.
Wstałam dygotając z zimna. Był koniec listopada, a błonia
były pokryte już od kilku tygodni śniegiem. Miałam na sobie tylko koszulkę z
krótkim rękawkiem i dżinsy.
- Masz, załóż to – powiedział chłopak zdejmując swoją kurtkę
i podając mi ją.
Założyłam czarną skórę i poszliśmy w stronę pokoju wspólnego
Gryffindoru.
Nagle usłyszałam ciche miałczenie. Tylko nie to! Tylko nie
Pani Norris. Przyspieszyłam, żeby nie napotkać woźnego – Filcha. Jednak szybsze
tempo wcale nie wyszło na dobre moim zmarzniętym nogom. Potknęłam się. Kiedy
Tey pomógł mi się podnieść, było już za późno.
- Uczniowie nie są w łóżkach! – krzyknął stary złośliwy
Filch – Zapraszam do mnie do gabinetu. Posiedzicie sobie tam trochę za karę.
Po tych słowach zarechotał jak ropucha. To znaczy zaśmiał
się, jak mieszanka ropuchy z krową z świnią po pradziadku żuku. Cieszył się z
cudzego nieszczęście, a w szczególności z nieszczęścia uczniów.
Gdy już znaleźliśmy się u niego w gabinecie, Tey wyczarował
kubek z gorącą czekoladą i podał mi. Zanim zdążyłam go podnieść, machnął
jeszcze dwa razy różdżką i na czekoladzie pojawiła się bita śmietana. Zaśmiałam
się. Po kilku sekundach powtórzył czynność i na bitej śmietanie znalazła się
pralinka w kształcie serca. Zjadłam cukierka i wypiłam czekoladę. Byłam bardzo
zmęczona. Najwyraźniej nie tylko ja; woźny przysnął na chwilę. Korzystając z
okazji wymknęliśmy się z jego gabinetu i poszliśmy w stronę pokoju wspólnego.
Znów usłyszałam znajome „miaaaał”.
- Biegniemy! – krzyknął piękny brunet.
Chwila, chwila… Co ja gadam? To nie miało być tak. W każdym
razie wiecie, o kogo chodzi.
Około dwie minuty później byliśmy już przed portretem Grubej
Damy.
- Sok z dyni
Po tych słowach wypowiedzianych z (pięknych) ust Tey’a, obraz odchylił się
ukazując dziurę w ścianie, przez którą weszliśmy do pomieszczenia. Usiadłam
wygodnie w fotelu i odpłynęłam.
Obudziłam się w ramionach tego czubka, który zabrał mnie z
dworu. Chyba zauważył, że się obudziłam, bo od razu się odezwał.
- Ciii… Śpij. – powiedział głosem spokojnym, jak nigdy
wcześniej – Zaniosę cię do dormitorium, nie musisz wstawać.
Podniósł mnie, zakołysał jakby usypiał niemowlaka,
uśmiechnął się i poszedł w stronę mojego pokoju. Położył mnie delikatnie na
łóżku, przykrył kołdrą. Nachylił się nade mną. Jego usta były już blisko mojego
czoła, ale w ostatniej chwili rozmyślił się. Przejechał ciepłą dłonią po moim
policzku i wyszedł po cichu, aby nie obudzić Elisy. Chciałam, jeszcze trochę
się pouczyć, ale Tey miał rację, byłam zbyt zmęczona.
* * *
Pierwszą lekcją następnego dnia
były eliksiry. Snape kazał nam uwarzyć Amortencję – najsilniejszy eliksir
miłosny, którego zapach każdy odczuwa inaczej. Całe szczęście, uwarzenie go nie
sprawiało mi problemu. Ćwiczyliśmy to w tamtym roku i dostałam powyżej
oczekiwań. Czarnowłosy nauczycie, przypominający na pierwszy rzut oka księdza
(nie tylko ja tak uważam) przechodził pomiędzy ławkami oceniając, ale poprawniejszym słowem byłoby
‘krytykując’ eliksiry Gryfonów. Kiedy doszedł do mojej ławki, wziął głęboki
oddech rozkoszując się zapachem, co świadczyło o tym, że mikstura wyszła
idealnie. Stał i patrzył na różową substancję oddychając głęboko.
- Evans, udało ci się. Z wielkim,
naprawdę ogromnym bólem serca, dodaję Gryffindorowi pięć punktów. – powiedział
i poszedł dalej.
Snape nienawidził Gryfonów od
zawsze. Nie kłamał, mówiąc, że dodaje im punkty z bólem serca. Przez resztę
lekcji był bardzo wściekły, na to, że musiał przyznać, że eliksir wykonany
przez Gryfonkę jest nadający się do użytku, jak on to określił, lecz każdy inny
nauczyciel eliksirów, przyznałby, że ta mikstura była wykonana idealnie, jak na
ucznia trzeciego roku i wykraczała poza jego możliwość. Jednak Snape ni był
‘każdym innym’ i nikt jeszcze nie słyszał, żeby pochwalił Gryfona.
Razem z Elisą wychodziłyśmy już z
klasy, kiedy Nietoperz odezwał się.
- Evans, zostań tu chwilę.
Zatrzymałyśmy się patrząc na
niego ze strachem.
- Thomas, ciebie o nic nie
prosiłem! – warknął do Eli.
Moja przyjaciółka wyszła z sali,
a ja zostałam w niej sama ze Snapem. Z starym, wrednym, nienawidzącym Gryfonów
Snapem. Nie miałam pojęcia czego on ode mnie chce. Chciałam, uciec, ale
wiedziałam, że wyglądałabym jak idiotka. Przecież to tyko nauczyciel prosił
mnie o zostanie przez chwilę w klasie, żeby ze mną porozmawiać. Ale to nie jest
zwykły nauczyciel. To jest SNAPE.
- Usiądź.
Wykonałam polecenie.
- Jak ci się to udało, Evans.
Jesteś GRYFONKĄ! Gryfoni są, tępi, samolubni i parszywi! Żaden nie ma talentu
do eliksirów! – krzyczał nauczyciel – Przyznaj się, jak się dowiedziałaś, że na
tej lekcji będziemy warzyć Amortencję?! Ile nocy zarwałaś, żeby się tego nauczyć?!
- Nie wiedziałam. Warzyliśmy to
na początku zeszłego roku, a do tego lubię eliksiry. Nie sądzę, żebym miała do
tego jakiś niesamowity talent.
- Może talentu nie masz. Na pewno
go nie masz! W końcu jesteś GRYFONKĄ, ale jako jedynej z klasy udało ci się
uwarzyć dosyć poprawnie ten eliksir.
– tutaj na chwilę przerwał i zaczął jakby dopiero teraz dotarła do niego cała
treść tego, co przed chwilą powiedziałam. – Zaraz. Zaraz. Co ty powiedziałaś?!
Lubisz eliksiry?! Do jasnej cholery! Jesteś Gryfonką! Gryfoni nie znoszą
eliksirów, ani mnie! – z tym ostatnim miał rację. Gryfoni, z resztą jak wszyscy
inni uczniowie z wyjątkiem Ślizgonów nienawidzą Snape’a. – Idź już Evans.
Porozmawiamy na następnej lekcji.
Poszłam do Wielkiej Sali na
drugie śniadanie. Usiadłam koło Eli i pochłonęłam ogromną ilość jedzenia. Ta
rozmowa bardzo mnie zestresowała, przez co zgłodniałam. Następną lekcją było
zielarstwo. Najgorszy przedmiot. Jednak, czasem się przydaje. Na drugim roku
jest takich dwóch bliźniaków. Nazywają się chyba Weasley. Im zielarstwo się
przydaje. Ostatnio wynaleźli taki atrament, który po dziesięciu minutach od
dotknięcia pergaminu, zmieniał kolor na zgniło zielony i zaczynał strasznie
śmierdzieć. Musieli używać do tego jakichś roślin, ale nikomu nie chcą zdradzić,
jak to zrobili i w jaki sposób zdobyli składniki.
*
* *
Po obiedzie, poszłam do pokoju
wspólnego. Chciałam porozmawiać z Teyem o tym co wydarzyło się w nocy i o
rozmowie ze Snapem. Niestety nie było go tam. Zauważyłam Eli biegnącą w moim
kierunku.
- Co Snape od ciebie wtedy
chciał? – zapytała zaciekawiona
Opowiedziałam jej o całej tej
rozmowie i o tym jak obrażał Gryfonów. Czemu on ich tak nie lubi? Nie mam
pojęcia, ale może kiedyś się dowiem… Usiadłam na miękkim fotelu w kącie obok
kominka i zaczęłam pisać wypracowanie, które musiałam oddać już w czwartek. Nie
sprawiło mi ono problemu. Napisałam szybko połowę niego i z nadzieją, że jutro
będę miała czas napisać resztę, poszłam na błonia. Leżałam na kocu i czytałam ‘Quidditch
przez wieki’. W tym roku kupiłam sobie nowego Nimbusa 2012 i czekam na
rozgrywki szkolne. W zeszłym roku wygraliśmy! Mam nadzieję, że w tym dobra
passa nas nie minie. W piątek będzie nabór nowych zawodników do drużyny. Eli
chce być nową ścigającą. Zawsze uważałam, że ma talent, do Quidditcha i w tym
roku udało mi się namówić ją, żeby wzięła udział w naborze do drużyny.
CZYTASZ -----> KOMENTUJESZ! To bardzo motywuje ;)
Jejku, tak strasznie pokochałam twoje opowiadania! Podoba mi się to, ze względu na rozmieszczenie akcji. Świetnie opisujesz każdą sytuację i ten rozdział nareszcie jest dłuższy niż poprzednie ^_^ Jejku...gdybym ja tak szybko potrafiła pisać kolejne części do moich. Tey jest naprawdę uroczy *_* Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału i z góry przepraszam za trochę krótki komentarz.... czekam na dalsze rozwinięcia akcji!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział i zapraszam do siebie w wolnej cwili
http://wszyscy-jestesmy-wilkami.blogspot.com
~ night hunter.
Jeżeli znajdę w najbliższym czasie chwilę wolnego to na pewno w ciągle się w Twoje tajemnicze historie jeszcze bardziej. Jak na razie oceniam tekst na bardzo dobry, a więc tu już coś. Uwielbiam znajdywać blogi z opowiadaniami, jest takich blogów bardzo mało - dobrych blogów - a są dobre! Gratuluję tak dobrego napisania. :)
OdpowiedzUsuńWciągnęło mnie to na prawdę haha
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie :) jagoda-lesniak.blogspot.com
Ten blog uzależnia :) super piszesz :*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://pattkaabloog.blogspot.com/?m=1
Bardzo fajnie się czyta ale dla mnie "Zemsta jest słodka" troszeczkę lepsze.
OdpowiedzUsuńMożliwe, że dlatego, że to opowiadanie przeleżało już swoje w folderze, a "Zemsta jest słodka" jest, że tak powiem "świeże" ;)
UsuńMi się bardziej podoba o Gruee, ale oba są super! Już się nie mogę doczekać dalszych części!
OdpowiedzUsuńŚwietnie napisane. Gratuluję talentu! :)
OdpowiedzUsuńhttp://hi-im-crazy.blogspot.com/
Masz wielki talent! Piszesz bardzo lekko. Czyta się szybko i przyjemnie ^^ Pisz dalej! :>
OdpowiedzUsuńKasia, myślałam, że to coś o HP, ale nie dokońca!:) Zaskakujesz, pisz dalej, buzi <3
OdpowiedzUsuńMasz talent do tego, pisz więcej :)
OdpowiedzUsuńhttp://www.by-mickey.blogspot.com/
za ile następny rozdział?
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńO jejku!! Wiedziałam o tym, że piszesz ale, że aż tak *-* Boziu przecież to jest boooskie :) Mam nadzieję, że nie poprzestaniesz na tym i będziesz dalej kontynuowała. Nie mogę doczekać się dalszych części :) Serdecznie pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńP.S. Sorka, że tak późno ;) Świetne!!!