Rozdział I
3 LATA PÓŹNIEJ (teraźniejszość)
- Eli! Szybko! Już jest! – krzyczałam uradowana – Szybciej,
nie otworzę tego bez Ciebie!
- Idę już idę…, a od kogo ten ważny list?
- Od Philipa! Wiesz.. no tego kumpla Tey’a
- Po co wgl do niego pisałaś? – pytała zdezorientowana Elisa
- Mówiłam ci w piątek na imprezie, że, kiedy poszliśmy na
błonia, mówił mi coś o Tey’u i nie dokończył.
- A no tak.. Coś sobie przypominam.. – powiedziała sennym
głosem
Była siódma rano, a za pół godziny zaczynały się zajęcia,
więc nie dziwię się, że była senna.
- Oj chyba za dużo kremowego piwa wypiłaś na tej imprezie… -
zażartowałam
- Daj spokój… wiesz, że tylko 3 butelki
- Ok., ok., nie tłumacz się…
- Chodźmy lepiej na lekcje, bo Snape da nam szlaban...
Pobiegłyśmy do lochów na lekcję Eliksirów. Zajęcie
przebiegły jak zwykle nudno… Jedyną atrakcją był wybuch mikstury Ritty Marel.
Akurat wtedy nad jej kociołkiem nachylał się Snape i skończyło się tak, że był
cały w różowym glucie.
Po lekcjach wyciągnęłam Eli na błonia. Nie chciała iść, ale
wiedziała, że ja nie odpuszczę, bo był tam Tey.
- Hej Barbie! – krzyknęłam do przyjaciela żartobliwie
- O! Siemka, jak tam u Was? – zapytał uśmiechając się w moją
stronę (ma taaki piękny uśmiech *o*)
- Nic nowego, a u Ciebie?
- Słyszałem, że młoda Marel wycelowała w Snape’a różową
mazią…
- Taak… nic nowego, jak mówiłam
Podeszłam bliżej do siedzącego blondyna i nagle poczułam, że
ten Cwaniak trzyma mnie za nogę. Nie zdążyłam spojrzeć na niego, a już leżałam
na ziemi śmiejąc się.
- Ale z Ciebie niezdara, Evas. – powiedział przysuwając się
bliżej mnie – To co, teraz mam z tobą robić Ciamajdo?
- Co masz na myśli? – spytałam lekko wystraszona, ale dalej
się śmiałam
- To.
Przysunął się bliżej, usiadł mi na udach i zaczął mnie łaskotać.
Piszczałam na cały głos, żeby tylko mnie zostawił, ale ten
Czubek nie przestawał. Nie mogłam przestać się śmiać.
- Zostaw mnie! – krzyczałam nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Śmiałam się nie tylko pod wpływem łaskotek, ale też
rozbawiła mnie jego obecność. On właśnie tak na mnie działa.
- Bo co mi zrobisz, Maluszku?
Biorąc pod uwagę, że jest cztery lata starszy ode mnie, mógł
mnie tak nazywać.
- Haha, takiemu Olbrzymowi, chyba nie dam rady zrobić
krzywdy!
Przestał na chwilę, ale ciągle na mnie siedział i nie
pozwalał mi wstać.
- Co będę z tego miał jak przestanę? A raczej jeśli nie
zacznę znowu?
- Hmmm… A co byś chciał?
- Yyyy…. Może twoją kurtkę? – zaproponował tonem typowego
Cwaniaczka
Było zimno. Nie miałam pojęcia czemu mu ona do szczęścia potrzebna.
- Ale do czego ci ona?
- Zaufaj mi to na chwilkę. – powiedział uśmiechając się,
jakby wiedział, że na widok jego uśmiechu nie jestem w stanie odmówić mu
niczego
- A co jeśli nie dam Ci jej? – zapytałam
Lubię tak się z nim bawić.
- Sam sobie wezmę. – powiedział i rozsunął suwak od mojej
kurtki, po czym ściągnął ją ze mnie z łatwością.
Leżałam na zimnej ziemi w koszulce bez rękawków.
Nie wiedziałam, co Tey ma zamiar teraz zrobić. Czy ją
założy, czy może zatka mi nią usta i zacznie dalej łaskotać? Jednak to, co
zrobił bardzo mnie zaskoczyło. Odłożył kurtkę na bok.
- Jakoś mi nie wygodnie tak siedzieć. – powiedział.
Myślałam, że w tym momencie ze mnie zejdzie i pozwoli mi wstać. – Co ty na to,
żebym się położył?- zapytał, ale nie czekał na odpowiedź.
Położył się na mnie przytulając mnie. Po chwili obrócił się
na plecy, tak, że ja leżałam na nim. Turlaliśmy się tak nie mogąc powiedzieć
ani słowa. W rozmowie przeszkadzał nam śmiech.
* * *
- Mówię Ci, to nie jest dobry pomysł. Opuściłaś się z
zaklęć. Nie chcesz chyba, żeby nauczyciele myśleli, że się nie uczysz.
- Nic się nie stanie, przecież mamy paru kumpli Ślizgonów, a
Snape się nie kapnie. A do tego Tey mówił że trzyma się z kilkoma osobami z
Ravenclawu i poprosi ich, żeby nas kryli.
- Impreza u Ślizgonów i zapraszają nas – Gryfonów… Nie brzmi
to troszkę podejrzanie?
- Może trochę, ale nie wierzę, że może być aż tak źle-
przekonywałam przyjaciółkę
- A co jeżeli Sanpe nas jednak nakryje? Zobaczy nas z
Tey’em, a wiesz, że oni nie za bardzo się lubią, szczególnie, że Tey prawie nie
zdał w zeszłym roku właśnie przez tego starego Nietoperza!
- Masz racje.. może być słabo. Chodźmy, powiemy Teyowi, że
nie idziemy.
-Może mu zaproponujemy coś w trójkę w ten wieczór, żeby się
sam w kłopoty nie wpakował? Mogłoby się to źle skończyć.
- Masz rację… Coś, czemu się nie oprze…
- Coś, co uwielbia robić i będzie miał z tego satysfakcję i
przy okazji się pośmiejemy.
- Wiem! – krzyknęłam – Tey uwielbia ścigać się na miotle.
Możemy pożyczyć od Philipa Nimbusa i zaproponować, że zmierzymy mu czas :D
- OK. Phil się na pewno zgodzi, więc musimy o tym
poinformować Tey’a.
* * *
Po północy, wymknęłyśmy się z dormitorium i poszłyśmy na
błonia Hogwartu, gdzie umówiłyśmy się z Barbie.
- Co chciałeś nam pokazać? – spytałam ziewając.
- Teoretycznie to nic, ale chciałem wybrać się z Wami na
kremowe piwo. Znam przejście.
- Każdy je zna. – powiedziała Eli – Nie wiem, jak Wam, ale
mi się nie chce tam iść, bo jestem zmęczona.
- Masz racje, chodźmy do łóżek – powiedziałam
Poszłyśmy do dormitorium i położyłyśmy się w łóżkach. Elisa
szybko zasnęła, a ja leżałam na łóżku i myślałam o Tey’u.
Usnęłam. Obudził mnie chłodny wiatr. Otworzyłam oczy.
Leżałam na trawie na błoniach, a obok mnie leżał Tey. Patrzył w gwiazdy i
zapewne nie zauważył, że się obudziłam.
-Co ja tu robię? – zapytałam trzęsąc się z zimna
- Pomyślałem, że jeśli Eli jest zmęczona, to przejdziemy się
na spacer po Hogsmead.
- Zwariowałeś? Wyniosłeś mnie z łóżka, żeby przejść się ze
mną na spacer?!
- No.. tak
- Zaraz, zaraz… Czyli, wkradłeś się do damskiego dormitorium,
znalazłeś mój pokój, podniosłeś mnie i uciekłeś? Jak ci się to udało?
Chwileczkę… Jestem w ubraniu, a byłam w piżamie. Czy ty mnie przebrałeś?!
- W piżamie byłoby Ci zimno. – powiedział głosem niewiniątka
– i założyłem ci moją skórę, bo nie mogłem znaleźć twojej kurtki, chyba jest
gdzieś na błoniach…
- Czyli, że mnie przebrałeś?! Jakim cudem ja się nie
obudziłam?
- Mnie się pytasz? To ty taki mocny sen masz. – powiedział
jakby się tłumaczył – To jak idziemy na ten spacer, czy nie?
- Jak już się tak bardzo postarałeś, to mogę się przejść…
Szliśmy ciemnymi alejkami wioski rozmawiając ze sobą. Nie
tak jak zawsze, nie było śmiechów, ani wygłupów. Rozmawialiśmy normalnie. O
wszystkim i o niczym. Postanowiłam poruszyć temat imprezy u Ślizgonów i
zaproponować mu trening Quidditcha w zamian tego. Zgodził się bez problemu.
Z Hogsmead wróciliśmy o piątej rano. Za trzy godziny mam
zaklęcia! Znów dostanę dodatkową pracę od Flitwicka! Nie zdążę się poprawić
przed końcem semestru! Obiecałam profesor McGonagall, że będę miała ze
wszystkiego minimum P. Muszę się szybko wyrobić.
Ubrałam się, wzięłam książkę i pobiegłam pod salę. Całe
szczęście zdążyłam.
Po lekcjach poszłam do pokoju wspólnego Gryffindoru. Nie
miałam już ochoty na spotkanie z Tey’em.
Kochaniutka, piszesz lepiej ode mnie (Tak się da??) Dobra, żarcik xDD Rozdział super, cud, miód i orzeszki, wiesz że mi się podoba :) Kolejne dla mnie też poproszę przedpremierowo!!! I nadal czekam na Drinny dla mnie (Od... Pół roku???) xDD Weny życzę Hagridzie (Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi... Ekhem xD) <3
OdpowiedzUsuńDziękuję ci, Basiu (jeżeli już o wtajemniczonych mowa xD) Hahaha tak bardzo Ekhem, że aż sie śmieję do monitora xD. Dziękuję za miłe słówko, a co do Drinny, to obawiam się że przed twoimi osiemnastymi urodzinkami, to nie zdążę, bo akcja się co weekend bardziej rozwija, ale do końca jeszcze bardzo długo xD. Przynajmniej będziesz miała co czytać ;p.
UsuńKocham mocno :*
P.S. Hahaha, " Ekhem ciągle gada z tym Ogórkiem" Hahaha beka miliard ;p
Super :) Gryffindor hahaha :D http://idealnie-modna.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńBardzo mi się spodobało. Nowa historia ucznia hogwartu. Ale jest problem! Z obu prologow i z rozdziału nie wynika że Gruee ma różdżke.
OdpowiedzUsuńMyślałam, że to oczywiste, że ma :)
Usuń